czwartek, 6 lipca 2017

Wolne? Jak ślimaka, mechanika życie.

Gdyby komuś przyszło na myśl, że w czasie gdy jedni goście wyjechali a kolejni jeszcze do nas nie dotarli i mam jeden dzień "WOLNEGO" spieszę z informacją, że owszem, mam wolne od kuchni i pichcenia i nawet nie chce mi się gotować dla domowników zbyt wiele.
Zaoszczędzoną chwilę czasu przeznaczam na rozwijanie zainteresowań mechanicznych :)

Nasz Nissan domagał się wymiany krzyżaków wału już od jakiegoś czasu i owszem- wymieniłem, ale tylko tył , bo czasu zabrakło, deszcz padał, a fura była niezbędnie potrzebna. Zachciało się auta z napędem na cztery buty, to i trzeba więcej czasu poświęcić na naprawy i konserwacje.


Dziś nadszedł ten dzień! Drugi wał został wyjęty i zregenerowany własnoręcznie przez Pana Robusia! Kiedyś takie rzeczy robiłem z przyjemnością, pamiętając co się dzieje, kiedy auto znajdzie się u zaprzyjaźnionego Pana Władzia-mechanika, który oczywiście, jak najbardziej, z pewnością...

- Będzie Pan zadowolonyyy...

 i mijają dni, potem tygodnie...miesiące, telefony, bieganie, nerwy...
Fury jak nie było, tak nie ma, bo ciągle stoi gdzieś nieopodal warsztatu, bo Pan Władzio ma pilniejszą robotę!

Przeżywałem takie akcje kilkukrotnie. Dwa razy Omega wylądowała u dobrego znajomego mechanika i łącznie spędziła na warsztacie pond rok!
Nasze pierwsze auto, nówka sztuka Polonez Caro, także spędził ponad trzy miechy na "warstacie".
Motocykl... ehhh, nie che mi się pisać i wymieniać.
Reasumując, stwierdziłem, że prościej i pewniej będzie własnoręcznie przy furmankach grzebać. Robota fajna, przyjemna, bardzo męska, ogólnie...haraszo..

Zadowolony byłem ze swojego postanowienia i swojej obsługi. Zawsze na czas, bez nerwów :)

Aż dziś leżę pod autem, nawet bez podnośnika, bo auto wysoko zawieszone, kręcę kluczem numer czternaście i taka myśl mnie naszła, że mi się już nie chce...
No nie chce mi się dłubać, bo to brudna, ciężka, niewdzięczna robota jest. "Stać mnie Platonka wypić" i nie muszę się taką robotą zajmować.

Kwinto mawiał że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie popyt na święty spokój.
Parafrazując słowa tego Wielkiego Kasiarza, mimo że chłopina postacią fikcyjną jest...
No nie che mi się już tego robić. Odczuwam właśnie zwiększone zapotrzebowanie na święty spokój.

Tylko może wynika to z faktu, że już zapomniałem jak to było użerać się, dzwonić, prosić...
Na pewno chwilowo mam spokój przy aucie. Może do następnego razu mi przejdzie.

Zmęczony, zadwolony, nieco rozkojarzony.. Robert.
Pozdrawiam.


Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza